06.05.2014

II.I Plotki i pogłoski

SAGA II: POLOWANIE NA KURO

***

ROZDZIAŁ I: PLOTKI I POGŁOSKI

Przez chłód wieczoru niósł się rozbrzmiewający echem krzyk żurawia. Złote światło z pokoju padało na niewielki, odsłonięty balkon i rozpraszało się tam, w dole, na koronach drzew. Liście szumiały intensywnie, zbity las falował łagodnie pod tchnieniem wiatru, tak że przypominał kołyszące się łany zboża, a jego szmer brzmiał niczym głęboki pomruk morza.
Zajazd wybudowano na skarpie, przy trakcie wiodącym do odległego o dzień drogi miasta. Choć okolica zdawała się dość wyludniona, gospoda była zaskakująco porządna - przestronne pokoje, dokładnie wysprzątane korytarze i pomieszczenia, przyjemny wystrój i pełna obsługa. Przydzielono im dwupokojowy apartament z tarasem, na którym teraz siedziała Baala - odświeżona, wykąpana, odziana w czystą i pachnącą yukatę* - kontemplując kojący spokój zapadającej nocy.
Przeżycia ostatnich tygodni wydawały się teraz minione i nierzeczywiste jak zły sen. A może raczej ten właśnie dzień był błogą marą? Rzeczywistość zdawała się zbyt piękna, by mogła być prawdziwa, ale Baala była całkiem pewna co do tego, że wciąż żyje i jest przytomna. Od chwili, gdy skończyła się koszmarna próba sił w tamtym kompleksie jaskiń - iluzje, mięsożerne ryby, hordy marionetek, teraz dziewczyna czuła tylko otępiałą obojętność, wspominając wszystkie te przejścia - nie wydarzyło się nic, co zaburzyłoby nagłą sielankę. Niewiele pamiętała z ich trasy do zajazdu, szła jak w malignie, trzymana przy przytomności przez ból nogi i rąk. Erika, o dziwo, też wtedy się wcale nie odzywała, a jej inicjatywa ograniczyła się do zasklepienia jej ran za pomocą medycznego jutsu.
A teraz, po raz pierwszy od wielu dni, mogły odpocząć i wytchnąć od ciągłego poczucia zagrożenia. Czarne Płaszcze - Akatsuki - nie zamierzali ich zabić, co więcej, w ich towarzystwie Baala czuła się nawet bezpiecznie. Erika w końcu wciąż była ścigana, a kto odważy się napaść je teraz, w takiej kompanii? Tak więc obecność Hidana i Kakuzu miała swoje zalety, choć kunoichi doskonale wiedziała o tym, że obaj mężczyźni sami w sobie byli groźni, i nie porzucała ostrożności. Najpierw musiały się jak najwięcej o nich dowiedzieć, o tym, po co im w ogóle były potrzebne.
Pamiętała słowa zamaskowanego, który zresztą na mocy milczącej umowy dowodził ich grupką, że po dotarciu do zajazdu wytłumaczy im cel misji. Niecierpliwie czekała na ten moment, wyglądało jednak na to, że jeszcze trochę poczeka. Zaraz po wejściu do wynajętego pokoju Kakuzu oznajmił sucho, że mogą doprowadzić się do porządku, a on ma pewne sprawy do załatwienia, w związku z czym musi na jakiś czas wyjść. Baala zwróciła uwagę, że Hidan wydał się zaskoczony tym stwierdzeniem. Czyżby panowie nie uzgadniali między sobą swoich planów?
- ...aach, żarcie! - dobiegł z wewnątrz pokoju ucieszony głos Eriki, poprzedzony głośnym piskiem zachwytu. - Jedzonko! Tyle jedzenia! Jak ja dawno nie mogłam się porządnie najeść! Baala, chodź, kolację przynieśli!
Faktycznie, kuszące zapachy docierały aż na balkonik. Baala wstała z krzesełka, poprawiła yukatę i przeszła do środka, boso po drewnianych panelach, którymi pokryto taras. Pokój był całkiem duży, o jasno pomalowanych ścianach i podłogą wyłożoną matami tatami*, oświetlony przez zawieszony pod sufitem kulisty lampion. Jedną część pomieszczenia zajmowały dwa materace wraz z pikowanymi narzutami, oddzielone rzędem parawanów; płótno zajmowały oszczędne, acz eleganckie malunki kroczących po mokradłach żurawi i umykających im karpi. Po drugiej stronie znajdował się niski, podłużny stół, na całej swej długości zastawiony tym, co Baalę w tej chwili interesowało najbardziej: parującymi półmiskami z jedzeniem, talerzami, misami, tacami i paterami, krótko mówiąc - przygotowano im pierwszorzędną ucztę.
Klęknęła przy blacie, naprzeciwko zielonki, i zaczęła nakładać sobie solidną porcję. Jej "koleżanka", oczywiście, już dawno zabrała się do pałaszowania. Ona również przebrała się w dostarczoną przez gospodarzy odzież. Zadziwiające, jak inaczej wyglądała, ubrana w coś innego, niż swoje skąpe przepaski, chociaż, rzecz jasna, i tak wybrała najjaskrawsze, najbardziej kiczowate odzienie spośród wszystkich dostępnych. Jej yukata wyglądała dokładnie tak, jakby stworzono ją właśnie z myślą o Erice: była barwy ciemnej zieleni, popstrzona plamami i kleksami barwy limonek, soczystej trawy, morskiego turkusu bądź szartrezy. Owe bohomazy łączyły się w dość przypadkowy sposób, choć Baala podejrzewała, że zamierzeniem twórcy było przedstawienie jakichś fantazyjnych kwiatów. W porównaniu do tej pstrokacizny nawet czerwone chmury na czarnym płaszczu Hidana wypadały blado.
Właśnie, Hidan... Choć w walce wywijał trójzębną kosą, a w jego jasnych oczach od czasu do czasu błyskał ognik szaleństwa, to na co dzień zachowywał się zaskakująco normalnie. Być może Baala spodziewała się po prostu, że w szeregach organizacji, która bez skrupułów wysadza miasteczka i porywa ludzi, znajdzie samych skrzywionych wariatów. Hidan tymczasem wydawał się niewiele groźniejszy od Eriki, co więcej, niepokojące podobieństwa między tymi dwoma mnożyły się wraz z upływającym czasem. Siwowłosy fircyk był podobnie jak zielonka gadatliwy - choć i tak pod tym względem nie mógł się z nią mierzyć - i równie bezmyślny w swych oratorskich wymiocinach. Zdawało się, że każda myśl, która wykwitała w jego szarej łepetynie, bez żadnych przeszkód ześlizgiwała się na język; podczas drogi często marudził, a narzekania, kierowane do bezosobowego ogółu, gęsto przetykał wulgaryzmami. Gdy jednak dotarli do zajazdu, Erika otrząsnęła się z psychicznego szoku i przejęła pałeczkę. Od tamtej pory Hidan milczał, minę miał jednak skwaszoną jak dziecko, któremu zabrano cukierka. Diabli jedni wiedzą, może uznał zielonkę za swoją rywalkę?
Tak czy inaczej - Hidan przynajmniej się do nich odzywał, choć były to raczej zaczepki niż wartościowe uwagi. Zdecydowanie był bardziej skory do socjalizowania się niż jego towarzysz. Kakuzu niemal przez całą drogę milczał, a najdłuższe zdanie wypowiedział właśnie wtedy, po wejściu do pokoju. Baala miała nadzieję, że po powrocie okaże się bardziej rozmowny, bo nie zamierzała się zadowolić lakonicznym przedstawieniem celu misji.
Przy akompaniamencie brzęku ceramiki kolejne naczynia pustoszały w błyskawicznym tempie. Erika, posługując się pałeczkami z mistrzostwem zdradzającym tysiące posiłków wprawy, wyławiała właśnie pierożki z zupy, wciąż parujące wrzucała do ust i połykała niemal bez żucia. Potem podniosła miskę do ust i głośno wysiorbała ogołoconą z zawartości zupę. Siedzący u szczytu stołu Hidan przypatrywał jej się z wyrazem pewnego zdegustowania, ale szybko utracił tę ekspresję, gdy się zorientował, że lada moment może nic dla niego nie zostać.
Góra jedzenia topniała z każdą minutą. Zdecydowanie wodziła w tym rej Erika, która nie tyle jadła, co po prostu pochłaniała kolejne dania. Baala i Hidan również nie pozostawali w tyle, i nikt nie dbał o to, by zostawić coś dla nieobecnego Kakuzu. Dziewczyny były tak zaangażowane w pierwszy solidny posiłek, jaki nadarzył im się od wielu dni, że nie wymówiły nawet słowa, póki wszystkie naczynia nie zostały wymiecione do czysta.
Erika rzuciła pałeczki na stół i wyciągnęła w górę ręce; na jej twarzy malowało się autentyczne szczęście.
- Haaaa....! Ale się najadłam! Świetna wyżerka!
 I przechyliła się do tyłu, po czym padła plecami na podłogę. Przeciągnęła się, wzdychając z zadowoleniem, a potem bez skrupułów głośno beknęła. Baala skrzywiła się, ale Hidan, o dziwo, zarechotał z rozbawieniem.
- Dziwna jesteś - oznajmił. Na jego twarzy widniał uśmiech, co prawda niepełny, jakby dopiero teraz zaczął się przekonywać do zielonki, ale wciąż uśmiech.
- I kto to mówi? Nie ja paraduję z tym - podkreśliła, wskazując podbródkiem na opartą o ścianę kosę.
Hidan odruchowo zerknął w stronę trójzębnej broni, a potem wzruszył ramionami. Odłożył pałeczki i odchylił się, opierając z tyłu ręce; płaszcz miał rozpięty, a poły były nonszalancko odrzucone na boki, odsłaniając przez to nagą klatkę piersiową. Oczywiście, na piersi spoczywał wisiorek, z którym się praktycznie nie rozstawał. Baala mimochodem przyjrzała się bliżej amuletowi: przedstawiał wpisany w okrąg, skierowany czubkiem ku dołowi trójkąt. Nie kojarzyła tego symbolu.
- Ale nie ja przywołuję pieprzone gadające budynie - zripostował cwaniacko. - Co to w ogóle miało być? Przydaje się do czegokolwiek w walce?
Erika głośno nabrała powietrza i aż usiadła, by móc zgromić siwego typka oburzonym spojrzeniem.
- Panoptikus skopałby ci tyłek dziesięć razy, zanim byś się w ogóle zorientował! Słabeuszu!
Baala pokręciła ze zrezygnowaniem głową, czując, że cały ten uroczy wieczór niechybnie skończy się awanturą. Faktycznie, Hidanowi w mgnieniu oka spełzł uśmiech z jego gładziutkiej jak u niemowlaka buźki, a pierś uniosła się w bojowej postawie.
- Tobie się, kurwa, wydaje, że kim ja jestem?
Erika najwyraźniej oszalała od nagłego przypływu dobrobytu, bo natychmiast odparowała ironicznie:
- Frajerem, który ma się za jakiegoś maczo?
Hidan przybrał iście marsową minę, Baala była właściwie pewna, że zaraz zerwie się ze swego miejsca, chwyci kosę i rozpłata nią zielonkę na pół. Erika chyba też to wyczuła, bo nagle z jej twarzy zniknął butny wyraz. Baala rozprostowała palce, gotowa w każdej chwili chwycić za stół i wywrócić go, obsypać siwusa naczyniami, potem chwyciłaby zielonkę, pobiegłyby na taras, stamtąd mogłaby wycelować w niego jakąś ognistą techniką...
Nagłą chwilę napięcia przerwał trzask rozsuwanych drzwi. Jak na komendę cała trójka błyskawicznie obejrzała się na wejście do pokoju, w którym stał Kakuzu, z walizką w jednej dłoni, a drugą wciąż wspartą o framugę. Kakuzu patrzył na nich, oni na niego.
Zmarszczył nieznacznie brwi.
- Co wy wyprawiacie?
- Nic - odparli jednocześnie Erika i Hidan, poprawiając się na swoich miejscach tak, by stwarzać pozory luźnej i swobodnej atmosfery. Erika niby niedbale oparła się łokciem o blat szafki, przytulając policzek do wierzchu dłoni, przesunęła też ręką po yukacie, aby fałdy układały się bardziej naturalnie. Hidan z kolei usiadł po turecku, jedną nogę wyciągnął bardziej do przodu, i od niechcenia wpatrywał się w sufit, jakby nic z tego, co przed chwilą mogło się tu dziać, wcale go nie dotyczyło.
Gdy tak Baala na nich patrzyła, stwierdziła, że byli siebie warci.
Kakuzu popatrzył na Hidana, potem na Erikę, a w jego nietypowych, pozbawionych źrenic oczach odbijała się podejrzliwość. Nie skomentował jednak sytuacji ani słowem; wszedł do środka, zasuwając za sobą drzwi, i postawił walizkę niedaleko wejścia. Gdy się pochylał, zielonka i Hidan wykorzystali jego nieuwagę, by łypnąć na siebie wrogo spode łba. Kiedy jednak Kakuzu wyprostował się i odwrócił, oboje błyskawicznie odwrócili od siebie spojrzenia; Erika podziwiała malunki na parawanie, a Hidan z zainteresowaniem obserwował sufit. Nawet ktoś kompletnie pozbawiony zmysłu obserwacji domyśliłby się, że coś ukrywają, tak sztuczni i pompatyczni byli w swym niby swobodnym zachowaniu.
Kakuzu tylko uniósł brew, uznawszy najwyraźniej, że zwariowana dwójeczka nie jest warta nawet słowa komentarza. Skierował się w stronę stołu, ledwo zaszczyciwszy spojrzeniem białe wieże z pustych naczyń, i usiadł na jego szczycie. Baala przyglądała mu się uważnie ze swego miejsca; odniosła wrażenie, że jego ruchy są jakieś ociężałe, jakby był bardzo zmęczony, ale dobrze to ukrywał.
- Pora przedstawić wam szczegóły misji - oznajmił swym niskim, ochrypłym głosem. Baala wsłuchiwała się uważnie w każde słowo, a Erika i Hidan pojedynkowali się spojrzeniami ponad barykadą naczyń. - Ale potrzebuję do tego miejsca. Hidan, sprzątnij to.
- Co? - Hidan, jeszcze chwilę temu srożący się do swej zielonej oponentki, momentalnie stracił nią zainteresowanie i wlepił zdumione spojrzenie w towarzysza. - A niby czemu ja? To robota dobra dla bab, niech one się tym zajmą!
- Co, boisz się, że rączki ci poodpadają? - docięła mu kąśliwie Erika, na której twarzy malował się wyraz złośliwego tryumfu. Trudno powiedzieć, co dokładnie utwierdziło ją w przekonaniu, że może drażnić Hidana do woli bez ryzyka obcięcia głowy przez trójzębną kosę. - Książę nie chce się pobrudzić?
- Po prostu zawołajcie obsługę - wtrąciła szybko Baala, by Hidan, lekko zarumieniony ze złości, nie sięgnął do po bardziej dosadne środki perswazji. - Niech przyjdą i wszystko zabiorą. Co za problem? Nawet sama mogę to załatwić.
Wstała z podłogi i ruszyła do drzwi. Niecierpliwiła się, chciała już dowiedzieć się, w wypełnianie jakiej szalonej misji została wciągnięta, a tych dwoje półgłówków przedłużało moment wyjaśnień, wdając się w głupie kłótnie.
- Czekaj! Pójdę z tobą!
Erika zerwała się na nogi. Baala stała już przy drzwiach i widziała tylko plecy Kakuzu, ale zdawało jej się, że podniósł nieznacznie głowę, jakby wbijając spojrzenie w Erikę. Faktycznie tak musiało być, bo zielonka popatrzyła na niego, przybrała lekko zażenowaną minę, po czym wypaliła:
- No co? Muszę do kibelka.
Baala przewróciła oczami. Czego innego mogła się spodziewać po Erice?
 - Niczego nie próbujcie - burknął Kakuzu w odpowiedzi. - Jeżeli spróbujecie ucieczki, znajdziemy was, zanim przestąpicie próg gospody.
- Jasne, jasne.
 Baala odsunęła drzwi na bok i już we dwie wyszły z pokoju. Ruszyły wzdłuż korytarza, zostawiając wynajęty apartament z tyłu. Kunoichi obejrzała się za siebie, oceniając, czy są wystarczająco daleko, by mężczyźni już nie byli w stanie ich usłyszeć.
- Słuchaj - mruknęła pod nosem, nie patrząc wprost na Erikę. - Czegokolwiek od nas chcą, nie możemy dać się w to wrobić. Na pewno ta ich "misja" to nic, w co warto byłoby się pakować.
- Eee, tam - odparła Erika lekceważąco. - Nie lepiej zrobić, co chcą, i mieć to z głowy? W końcu potem dadzą nam spokój. A tak to będą nas ścigać cały czas. No i grozili mojej Wiosce, nie? Nie mogę ich tak olać, no nie?
- Musieli blefować. Może i są bardzo silni, ale czemu mieliby porywać się na całą Wioskę tylko po to, by się na tobie odegrać? Nic by z tego nie mieli, poza tym na pewno ponieśliby jakieś straty w walce. To musiał być blef. - Przynajmniej taką Baala miała nadzieję, bo nie chciałaby mieć do czynienia z szaleńcami, którzy gotowi są wymazywać z map całe miasta. - Zresztą pomyśl sama, czego mogą od nas chcieć ludzie, którzy robią takie rzeczy? Te jaskinie... - Obejrzała się za siebie, ale korytarzyk był całkowicie pusty. Nie do końca ją to uspokoiło. - To jest zdecydowanie jakaś szemrana sprawa.
- Ehe - odmruknęła Erika bez entuzjazmu. Chyba nawet zbytnio jej nie słuchała. - To gdzie te kible? No wiesz, mocno mi się chce.
Baala obdarzyła ją spojrzeniem pełnym dezaprobaty.
- Czy ty w ogóle zdajesz sobie sprawę z tego, co się dzieje? Oni chcą nas wciągnąć w coś paskudnego, a ciebie to w ogóle nie rusza?
- Daj spokój, niby co to takiego strasznego może być?
- Nie wiem. Przemyt, zabójstwo? Nie zastanawia cię, że potrzebują do tego koniecznie ciebie? Masz jakiś pomysł, dlaczego?
- Nie. Nic a nic. Toaleta! - Zielonka przyspieszyła, widząc tabliczkę przybitą nad drzwiami na końcu korytarza. Baala westchnęła i nie próbowała jej zatrzymać.
W czasie, gdy jej "koleżanka" okupowała łazienkę, Baala poprosiła obsługę zajazdu do pokoju. Nie tylko sprzątnęli ze stołu cały bałagan, ale też, co miłe, przynieśli dzbanek z herbatę i czarki. Uwinęli się błyskawicznie, czego niestety nie można było powiedzieć o zielonce. Dopiero po paru długich, ślamazarnych minutach opuściła toaletę, krzywiąc się na poganiające ją syki Baali.
Wróciły do pokoju i usiadły przy stole. Na jego szczytach zasiedli Kakuzu i Erika, którą usadowiła tam Baala, bo sama chciała być bliżej zamaskowanego, by uważnie go obserwować i być może wyczytać coś z jego postawy i gestów. Minus jej sprytnego planu był taki, że po drugiej stronie stołu, dokładnie naprzeciwko niej, siedział nonszalancko rozwalony Hidan. Widok jego zblazowanej gęby nieco wytrącał ją z równowagi, ale starała się nie zwracać na niego większej uwagi.
Hidan ziewał, a dziewczyny wbijały wyczekujące spojrzenia w Kakuzu. Zamaskowany sięgnął za połę płaszcza, wyciągnął rulon papieru, i rozwinął go na stole. To była mapa. Baala pochyliła się nad zwojem; mapy nie wyróżniało nic szczególnego, poza wyraźnie zakreślonym X na obrzeżach Kraju Wiatru. Erika, która właśnie nalewała sobie herbaty, rzuciła spojrzeniem na papier, marszcząc brwi; oglądała mapę do góry nogami i najwyraźniej niewiele z niej rozumiała.
- Pełnię w organizacji funkcję skarbnika - rozpoczął Kakuzu suchym tonem. - Dbam o finanse naszej grupy. Krótko mówiąc, jestem odpowiedzialny za stały przypływ funduszy. Im więcej, tym lepiej.
A te fundusze na pewno nie pochodzą z legalnych źródeł, pomyślała Baala, zerkając na niego z ukosa. Jego zielone, pozbawione źrenic oczy wpatrywały się nieruchomo w rozłożoną mapę; z powodu maski nie mogła wyczytać żadnych emocji na jego twarzy.
- Kasa i tylko kasa - wtrącił Hidan marudnie. - Nic nie robimy, tylko latamy za pieniędzmi...
Kakuzu podniósł głowę, rzucając towarzyszowi ostrzegawcze spojrzenie. Hidan zrobił obrażoną minę i odwrócił wzrok w stronę tarasu. Drzwi na balkonik wciąż były otwarte, więc do środka wpadał chłodny, przyjemny wieczorny wiaterek.
- Jak mówiłem - podjął Kakuzu przerwany wątek, omiatając dziewczyny nieprzeniknionym spojrzeniem, choć Erika tego nie zauważyła, bo z uwagą studiowała mapę, a była tym tak pochłonięta, że przypadkiem wylała trochę herbaty na blat - zajmuję się pozyskiwaniem pieniędzy. Na przykład poprzez zbieranie wyznaczonych nagród.
Czyli jednak zabójstwo. Pytanie tylko - kogo? Baala poczuła, jak coś zimnego osiada jej na żołądku. Taka szemrana organizacja na pewno wzięła na cel kogoś znacznego, jakiegoś potężnego shinobi, co najmniej rangi A. Z tego, co się orientowała, tacy mogli być warci nawet czterdzieści, pięćdziesiąt milionów ryou. Przez głowę przemknęły jej dziesiątki możliwości. Może fakt, że Erika pochodziła z Trawy, też miał coś do rzeczy? Mogło chodzić o polityczne zabójstwo, może chcieli zrzucić odpowiedzialność na konkretną Wioskę, a nawet wywołać przez to całą wojnę... W jej brzuchu na przemian przewalały się fale gorąca i zimna, gdy dopuszczała do siebie coraz to dramatyczniejsze możliwości.
Kakuzu wskazał palcem na zaznaczony na mapie punkt.
- Tutaj znajduje się nasz cel - oznajmił sucho, z zimnym profesjonalizmem. - Za jego głowę wyznaczono nagrodę stu milionów ryou.
Baala w jednej chwili została wyrwana ze swej gonitwy myśli. Nawet Erika rzuciła Kakuzu uprzejmie zdziwione spojrzenie znad czarki herbaty, dalej jednak ze stoickim spokojem siorbała zawartość naczynka.
- ILE? - zdziwiła się Baala. - Kto to jest?
Kakuzu przyglądał im się przez chwilę. Jego spojrzenie było nieruchome, zdawał się w ogóle nie ruszać oczami, nawet nie mrugać, jakby był tylko niezwykle realistycznym pomnikiem.
- Być może już o nim słyszałyście. Zwą go Kuro.
- PTFUUU!
Erika opryskała stół i mapę herbatą tak obficie, że Hidan aż się gwałtownie odsunął do tyłu. Baala nawet nie drgnęła, gdy gorące kropelki spadły jej na policzek, bo właśnie doznawała osobliwej reminiscencji: znów słyszała grzmot wodospadu, słońce świeciło ostro w oczy, szumiał las... widziała tę głupkowatą twarz zielonki przed sobą, tak dobrze, jakby ta stanęła tuż przed nią, i te słowa...
No dobrze, ale pamiętaj, sama tego chciałaś. Oni... oni są od Kuro.
- Co? Kuro? Kuro?
Dziewczyna wybałuszyła oczy na Kakuzu, patrzyła na niego tak, jakby widziała go po raz pierwszy w życiu, i dopiero po dłuższej chwili zorientowała się, że wszyscy na nią patrzą. Nawet sama nie wiedziała, kiedy zerwała się od stołu, ale w tym momencie to miało najmniejsze znaczenie; w jej głowie wybuchła gwałtowna nawałnica myśli, a każda z nich głośno, ostrzegawczo do niej krzyczała.
- Czy wyście oszaleli?!
Dobiegł do niej chichot Hidana. Spiorunowała go spojrzeniem, jednocześnie wściekła i przerażona. Nie wiedziała, co budziło w niej większy strach; tożsamość ich celu czy też ta niezrozumiała, wstrząsająca pewność siebie tych... "Akatsuki", jakby uważali, że coś takiego było w ogóle możliwe. Jakby mogło im to ujść na sucho.
- K-K-Kuro? - wyjąkała piskliwie Erika, z wrażenia aż wylewając na siebie resztę herbaty z czarki, którą zresztą zaraz potem wypuściła z dłoni. Naczynko rąbnęło głośno o stół, ale jakimś cudem się nie stłukło, tylko potoczyło gdzieś po podłodze. - Kuro?
- Tak, Kuro - potwierdził Kakuzu nieomal łaskawym tonem. - Po waszych reakcjach wnioskuję, że to imię jest wam dobrze znane.
- Oczywiście, że jest! Każdy o nim słyszał! - krzyknęła Baala, wciąż stojąc, jakby próbowała go z góry zgromić. - Czy wy... co... wy tak na poważnie...
- Jesteśmy całkowicie poważni. Kuro sam w sobie nie jest problemem, jest ostatecznie zwykłym cywilem.
"Zwykły cywil" to było, Baala musiała przyznać, całkiem wybujałe określenie na szefa yakuzy, który trząsł całym krajem.
- Przecież... czy do was nie dociera... nie słyszeliście, że...
- Wielkie mecyje - wtrącił Hidan lekceważąco. - Już załatwiliśmy jednego kozaka z wysoką nagrodą. Też miał swój gang, i co? Za wiele mu nie pomogli. Ile za niego wtedy skasowałeś, dziadku?
- Sześćdziesiąt pięć milionów - mruknął Kakuzu, ignorując złośliwy przytyk.
- No, właśnie! A jak on się tam zwał? Take... Tako... nie... Takamoto?
- Mówimy o Kuro! Ile to już osób próbowało go zabić? A wy myślicie, że wam się uda, tak po prostu? Niby jak? To samobójstwo!
- Niekoniecznie - odparł Kakuzu spokojnie. - Zapewniam cię, że jest to całkiem możliwe. Co więcej, nawet nieszczególnie trudne. Jak już mówiłem, Kuro sam w sobie to żadne wyzwanie. Cały problem leży w jego ochronie. Ale tutaj mamy was.
Chociaż powiedział "was", to jego zielone, pozbawione wyrazu oczy wpatrywały się w Erikę. Zielonka skrzywiła się; wyglądała jak kiepski kłamca przyłapany na gorącym uczynku.
- No... ja wiem, że jestem super silna i w ogóle, ale... ee... no nie wiem, czy oni nie są jeszcze silniejsi...
- Ależ spokojnie. - Baala miała wrażenie, że Kakuzu uśmiechnął się pod maską, choć w jego opanowanym głosie nawet najczulsze ucho nie dosłyszałoby choć jednego tonu jakichkolwiek emocji. - Nie będziesz musiała wdawać się z nikim w bezpośrednią walkę.
Erika odetchnęła z ulgą, a Baala zmarszczyła brwi. Nie wdawać się z nikim w walkę? Co mógł mieć na myśli? Skoro nie miały walczyć, jak niby miały im się przydać do wypełnienia zadania?
- Będziemy jednak atakowani - kontynuował zamaskowany, spuszczając wzrok z powrotem na mapę. - Kuro na pewno bardzo szybko dowie się o naszych zamiarach, być może już wie. Więc radzę nie tracić ostrożności. Będziesz mogła się wykazać - rzucił pod adresem Baali - i udowodnić, że warto ci wypłacić wynagrodzenie.
Czyli została sprowadzona do roli ochroniarza Eriki. Znowu. Bo przecież było jasne, że zielonka nic nie zrobi, kiedy rzucą się na nią uzbrojone po zęby bandziory. Przecież już wcześniej ganiali ją ludzie od Kuro i tylko przed nimi uciekała, choć tamci sprawiali wrażenie kompletnych amatorów...
- N-nie.
Kakuzu podniósł wzrok na Erikę. Okamura zaciskała opuszczone na kolana dłonie w pięści, patrząc na niego z miną męczennicy.
- Nie mogę tego zrobić - wykrztusiła z podenerwowaniem. - Przykro mi bardzo, ale... nie.
- Nie masz wyboru - odparł obojętnie. - Mówiliśmy już o tym. Albo Kuro, albo twoja wioska. Wątpię, byś mogła wybrać to drugie.
Erika nie odpowiedziała; zacisnęła usta, rzuciła mu ostatnie żałosne spojrzenie, po czym spuściła wzrok. Baala również milczała. Choć wcześniej zamierzała dokładnie przepytać Kakuzu o szczegóły zadania, teraz była zbyt wstrząśnięta, by do głowy przyszło jej jakiekolwiek sensowne pytanie.
Kuro...! Mają zabić Kuro! Co za szalony pomysł! O tym człowieku krążyły już legendy, a "Akatsuki" nie byli pierwszymi, którym zamarzyło się go zabić, ale... To było niewykonalne. To było szalone. Mniej by się zdziwiła, gdyby oznajmili, że zamierzają zabić któregoś z Kage.
Kakuzu zgarnął mapę ze stołu, na powrót chowając ją za pazuchę. Hidan, ucieszony z tego, że nudna część posiedzenia wreszcie dobiegła końca, poprawił się na swoim miejscu, wyraźnie odzyskawszy entuzjazm.
- No, głowa do góry - rzucił ze złośliwą radością pod adresem Eriki. - Zobaczycie, że pójdzie jak z płatka. Herbatki?
Nie odpowiedziały mu. Wzruszył ramionami, przysunął sobie jedną z czarek i nalał herbaty. Zapadła nieprzyjemna atmosfera; Erika wpatrywała się tępo we własne dłonie, a Baala oddawała gorzkim rozmyślaniom. Za to obaj mężczyźni wydawali się zupełnie rozluźnieni. Kakuzu poszedł na taras, gdzie zajął jedno krzesło, tyłem do pokoju, a Hidan sączył herbatę i wiercił się, rzucając z ukosa spojrzenia na dziewczyny. Było wyraźnie widać, że mu się nudzi i szuka jakiegoś pretekstu do rozrywki.
- No, co? - zagaił. - Nie będziemy chyba tak siedzieć i się nie odzywać?
- A o czym mamy niby mówić? - warknęła Baala, spoglądając na niego spode łba. - Po tym, jak wyciągnęliście temat o Kuro?
- No to pomówmy o nim! - zareagował Hidan żywo. - Bo mamy gościa urżnąć, a w sumie nawet za wiele o nim nie wiem.
Dziewczyna uniosła brwi, przyglądając się siwusowi z niedowierzaniem.
- Doprawdy? Skąd ty się urwałeś? - Zbłądziła wzrokiem na przekreśloną opaskę na szyi. - Ach, tak, po co pytam, przecież jesteś z jakiegoś zadupia...
Hidan przybrał kwaśny wyraz twarzy, jakby ktoś mu wepchnął do gęby cytrynę, ale nie zdążył nic powiedzieć, bo w tym momencie dobiegł ich z tarasu głos Kakuzu:
- Nawet mnie to nie dziwi, Hidan... nigdy nie przejawiałeś objawów bystrości.
- A ty się tam nie odzywaj, stary pierdzielu - odwarknął mu jego towarzysz. - Myśli, że pozjadał wszystkie, kurwa, rozumy, a łeb ma po brzegi wypełniony tylko kasą! Pieniądze to nie wszystko, wiesz?
Taak, cały Hidan. Zabawne, że wytykał Kakuzu jego wiek, choć ten wyglądał i brzmiał na jakieś czterdzieści lat. Prawda, bez przerwy nosił maskę, ale głębokie zmarszczki wokół oczu Baala zauważyłaby od razu.
- W sumie też nie wiem o Kuro zbyt dużo... - wtrąciła Erika z zadziwiającą jak na nią nieśmiałością. - W Trawie raczej się o nim nie mówi. - Jasne, nie mówi, chociaż regularnie przychodzi obdzierać was z haraczu, pomyślała kwaśno Baala. - Co nieco jednak słyszałam.
- No, co takiego? - Hidan zawiercił się niecierpliwie w miejscu, wlepiając w zielonkę wyczekujące spojrzenie. Kto by pomyślał, że wariat z trójzębną kosą może przejawiać zamiłowanie do babskich ploteczek?
- No... - przyłożyła palec do podbródka i utkwiła spojrzenie w suficie, namyślając się. - Na przykład to, że był strasznie młody, jak zaczął się rządzić. Wiecie, mówią, że był wtedy jeszcze dzieciakiem!
- Eee, to chyba ściema? Kto by słuchał byle gówniarza? Chyba że to był jakiś podwórkowy gang, co? - Hidan zarechotał z własnego dowcipu.
- W każdym razie już wtedy był nieprzyjemny - mruknęła Baala. - Podobno, jeszcze zanim przystąpił do yakuzy, wyrzucił z domu własnego brata.
- No proszę, niesnaski rodzinne? A czemu wyrzucił?
Baala wzruszyła ramionami.
- A ja wiem? Zresztą słyszałam, że mieszkał w slumsach jakiejś zapadłej mieściny, więc nic dziwnego. Czego się spodziewać po kimś z gniazda patologii...
- To właściwie całkiem przykre, nie? - wtrąciła Erika, po raz kolejny zaskakując Baalę, tym razem poziomem empatii. - Jak się wychowujesz w takim miejscu, to masz gorzej już na starcie, nie? Wszędzie i przestępczość i tak dalej, więc może nie byłby taki zły, jakby urodził się gdzieś indziej?
Baala pominęła milczeniem jej naiwne próby filozofowania.
- Zresztą już od samego początku był bezwzględny. Zaczynał przecież jako podrzędny szeregowy. A wiecie, czemu tak szybko wspiął się na szczyt?
Erika i Hidan spojrzeli na nią wyczekująco, i skonstatowała niespodziewanie dla samej siebie, że uwaga słuchaczy jest bardzo przyjemna. Do tej pory pracowała głównie sama, prowadziła samotniczy tryb życia, do którego nawykła tak bardzo, że nawet nie odczuwała zbyt wielkiego dyskomfortu. Teraz się okazało, że miło było pogawędzić w większym gronie, a jeszcze lepiej - być słuchanym. Te nietypowe dla niej wnioski na chwilę wytrąciły ją z rytmu, ale szybko odzyskała głos.
- Bo załatwił własnego szefa - wyjaśniła im konspiracyjnym tonem. - Wykorzystał chwilę jego nieuwagi i się go pozbył, a sam zajął jego miejsce.
- A, to kojarzę - rzekł siwus i podrapał się po głowie, próbując sobie przypomnieć. - Taa, coś było... zabił jego i jego żonkę, nie? - Zarechotał znowu. - Niezły numer! Bezduszny gość, nie ma co.
Erika zrobiła dziwną minę. Wtedy jednak Baala nie przyłożyła do tego zbyt wielkiej wagi, uznając jej zachowanie za pozbawione znaczenia.
Kontynuowała:
- A potem poszerzał swoje terytorium wpływów. Oczywiście innym grupom się to nie podobało, więc zwalczali się wzajemnie... Kuro zresztą zawsze celował w przywódców pozostałych organizacji, by wykończyć konkurencję. Dzięki temu yakuza, którą przewodzi, stała się największa i najpotężniejsza w całym Kraju Wiatru.
- Aha. - Erice zeszła już z twarzy jej osobliwa ekspresja. - W ogóle to kiedyś słyszałam, że ma dwóch takich zabijaków na swoje usługi, że ja cię kręcę. Podobno takie koksy, że każdy przy nich wymięka!
- Serio? - Hidan spojrzał na nią, zainteresowany tą wzmianką. - No, to brzmi świetnie! Będą z nich doskonałe ofiary dla Jashina!
- Jeszcze nigdy z nikim nie przegrali - mówiła z natchnieniem Erika. - Pierwszy ponoć działa tak szybko, że nie jesteś w stanie go zauważyć, zanim jest już po wszystkim, i... a ten drugi jest strasznie brutalny, słyszałam, że wyrywa serca i w ogóle...
Z tarasu dobiegł przytłumiony kaszel Kakuzu.
- Nie zapędzacie się za bardzo?
- Nie przerywaj, Kakuzu, akurat robiło się ciekawie! - Hidan wydawał się bardzo zaangażowany w całą tę dyskusję o Kuro, wręcz radosny. Przypominał w tym trochę dziecko cieszące się wizją wyjścia do cyrku. - Ha, ha, a to z sercami mi kogoś...
- Nie powinieneś lekceważyć przeciwnika, Hidan - burknął Kakuzu, wpadając mu w słowo. - To nie będzie przyjemny spacerek, więc lepiej uważaj.
Hidan przewrócił oczami i tylko rzucił niechętne spojrzenie w stronę tarasu. Baala upewniła się, że obaj mężczyźni nie stanowili zbyt zgranego duetu; to można było później wykorzystać.
- Poza tym... mówi się, że Kuro to dziwak - dodała. - Z nikim bliżej się nie zadaje, mało kto w ogóle widział go na oczy. - Pomyślała, że niewątpliwie ta jego tajemniczość jest powodem, dla którego krążyły o nim różne fantazyjne opowieści. Erika wydała z siebie jakiś odgłos, ale Baala znów ją zignorowała. - Nawet jego podwładni z reguły go nie widują, tylko najbardziej zaufani spośród nich. - Uniosła wzrok na otwarte drzwi na taras. - Na pewno będzie tam, gdzie było zaznaczone na mapie... Kakuzu?
- Na pewno - nadeszła mrukliwa odpowiedź. - To pewna informacja.
Ciekawe, skąd ją miał. Baala nie spodziewała się, by jej to zdradził, gdyby go zapytała.
- No, i robi jakieś interesy z ludźmi z Zachodu - wtrąciła Erika, wracając do tematu. - Chociaż nie wiem, na czym to polega, ale to chyba coś poważnego. Sam zresztą jest jakiś taki... no... zachodni.
- Nie pokazuje się swoim sługusom, ale z cudzoziemcami to już może się kumać? - Hidan uniósł brew. - Poza tym obcokrajowcy wciąż są raczej niemile widziani, nie? To się chyba nazywa sraniem we własne gniazdo, skoro woli zadawać się z nimi niż ze swoimi.
- Przecież to yakuza - powiedziała Baala niecierpliwie. - O ile ma z tego pieniądze, to jasne, że będzie się trzymał z cudzoziemcami.
Hidan przeciągnął się i ziewnął głośno, a potem wstał od stolika. Przekrzywił głowę, aż chrupnął kark, a potem zakręcił szyją, rozciągając mięśnie.
- Dobra, chyba starczy tych pogaduszek. Stary pierdziel zaplanował nam na jutro pieprzoną marszrutę, więc wolę się wyspać. Te, Kakuzu, długo nam w ogóle zajmie dojście na miejsce?
- Parę dni - odparł tamten.
- Kurwa mać - zaklął siwus pod nosem. - I oczywiście wszystko na nogach, bo jakże by, kurwa, inaczej.
I skierował się w stronę drugiego pokoju.
- Ja w sumie też jestem zmęczona - powiedziała Erika, jakby na dowód przecierając zaspane oczy. - Idę do łazienki.
Baala tylko skinęła głową. Zielonka wyszła na korytarz, zostawiając ją samą w pokoju, jeżeli nie licząc siedzącego na tarasie Kakuzu. Dziewczyna patrzyła na dzbanek ostygłej herbaty, powtarzając w myślach wszystko to, co zostało powiedziane.
Więc mają zabić Kuro... Tego samego Kuro, który ścigał Erikę, co za niezwykły zbieg okoliczności... Czemu aż tak bardzo potrzebowali Okamury? Odniosła wrażenie, że zielonka jest wręcz kluczowym elementem ich planu zabójstwa, jakby nie mogli się bez niej obejść. Co zresztą mogło być prawdą, skoro zadali sobie aż tyle trudu, by ją wyśledzić, złapać i sprawdzić, czy na to na pewno ona.
A ci dwaj mężczyźni... Hidan nie wiedział zbyt wiele, o tym była przekonana. Operator trójzębnej kosy, bełkoczący coś o jakimś Jashinie, był tylko do czarnej roboty, co do tego nie miała wątpliwości. Zagadkę za to stanowił ten drugi, Kakuzu.
Obejrzała się na jego w połowie widoczne zza framugi plecy. Gdyby tylko mogła jakoś wyciągnąć z niego prawdę... bo przecież nie odpowie jej tak po prostu na pytania, tak jak teraz nie chciał zdradzić żadnych bliższych szczegółów misji. Bardzo nie podobała się cała ta sprawa, i to nie tylko dlatego, że mieli porwać się na tajemniczego szefa yakuzy. Coś tutaj nie grało, coś zdecydowanie nie pasowało.
W tej układance wciąż brakowało wielu elementów, ale Baala nie była wcale pewna, czy chce je odnaleźć.

*

Szedł korytarzem, układając w myślach wypowiedź. Słowa jak na złość mu się wymykały, zdania zdawały się być nędzne i kalekie, a argumenty nie brzmiały aż tak przekonująco, jak by sobie tego życzył. Za bardzo się denerwował, by naprędce przygotować składną przemowę, a nie chciał czekać z przekazaniem tak ważnych informacji. Nie, zdecydowanie nie mógł zwlekać. Kuro by się to nie spodobało.
Bez przeszkód dotarł do drzwi gabinetu. Rzadko tutaj zachodził, choć najchętniej nie robiłby tego wcale. Nie czuł się pewnie w obecności przełożonego, tym bardziej, że pracował dla niego od niedawna. Nie do końca wiedział, jak powinien się zachowywać. Co prawda jeszcze nigdy nikt mu nie zwrócił uwagi na to, by zrobił lub powiedział coś nie tak, ale wolał uniknąć tego stresu.
Popatrzył w jedną i w drugą stronę pustego korytarza, jakby spodziewał się zobaczyć kogoś, kto pomógłby mu w przestąpieniu progu. Spojrzał na klamkę, odetchnął, powtarzając sobie w myślach, że wszystko będzie dobrze, i zapukał krótko. Odpowiedzi nie było, ale i żadnej się nie spodziewał.
Nacisnął klamkę. Drzwi otworzyły się bez odgłosu. Nabrał głębokiego oddechu i wszedł do środka, do pełnego światła pomieszczenia.
- Dzień dobry, panie Kuro.
W pokoju od jego poprzedniej wizyty nic się nie zmieniło. Nikt, kto by tu wszedł, nie domyśliłby się, że trafił do gabinetu szefa yakuzy; wystrój był stonowany, bez wyróżniających się elementów, utrzymany w zachodnim stylu. Po lewej stronie znajdowały się regały z równo poustawianymi książkami. Większość ściany naprzeciwko drzwi zajmowało wielkie półokrągłe okno, a po obu jego stronach zwieszały się ciężkie kotary koloru wina. Stało tam, zwrócone do wejścia, biurko z ciemnego drewna. A za biurkiem siedział Kuro.
Ten zresztą nie okazał wielkiego zainteresowania jego przyjściem. Obrzucił go obojętnym spojrzeniem znad papierów, którymi się zajmował, i z powrotem spuścił wzrok.
- O co chodzi, Koshirou?
Koshirou przestąpił w miejscu, lekko podenerwowany. Nie może tego spieprzyć, od tego przecież zależało to, co się stanie z nią...
- Czy pamięta pan... kiedy był pan w Wiosce Trawy, była tam taka dziewczyna, siedemnastoletnia, ubrana na czarno i zielono, nazywa się Erika Okamura...
Zdołał tym go zainteresować, bo Kuro podniósł głowę znad dokumentów, po czym z zamyśleniem powiódł wzrokiem po książkach na regałach.
- Osób jej pokroju nie sposób zapomnieć. Niestety.
Koshirou poczuł się pewniej. Mówił więc dalej:
- Otrzymałem informacje, że parę dni temu w Trawie pokazali się członkowie organizacji zwanej "Akatsuki". Poszukiwali właśnie Eriki, to znaczy, tej dziewczyny... Dowiedziałem się, że zamierzają ją zwerbować w pewnym... szczególnym celu. Być może już ją zwerbowali...
Kuro nic nie powiedział, ale spojrzał mu prosto w twarz. Jego spojrzenie było obojętne, beznamiętne i wyprane z oznak zainteresowania, skinął jednak nieznacznie głową by dać mu znać, że słucha. Koshirou przełknął ślinę, bo nie wiedział, jak przełożony zareaguje na to, co właśnie miał powiedzieć.
- Ta organizacja zamierza pana zabić.
Kuro przyjął to bez żadnych oznak zdziwienia, nawet nie drgnęła mu powieka. Koshirou nie wiedział, czy to dobrze, czy źle, ale zaraz potem drgnął, gdy z boku odezwał się głos:
- Znowu ktoś się łakomi na nagrodę? A niech mnie, a już myślałem, że będę miał spokój.
Koshirou spojrzał w stronę głosu. Po prawej stronie, w głębi pomieszczenia znajdowała się kanapa, na której leżał wygodnie, z rękoma podłożonymi pod głowę, on - najbliższy ochroniarz Kuro. Koshirou nie zauważył go wcześniej, ale właściwie nie dziwił się jego obecności, bo wiedział, że ten z reguły nie odstępował przełożonego na krok.
- Panie Hajime... - Spojrzał znów na Kuro. - Panie Kuro, mam prośbę. Jeżeli Erika faktycznie do nich dołączyła, porozmawiam z nią i przekonam, żeby natychmiast zrezygnowała. - Starał się, by jego głos nie brzmiał zbyt prosząco, bo nie chciał sprawiać wrażenie desperata. To nie byłoby coś, czym by mu zaimponował. - To dla mnie ważne. Ona jest moją...
- Tak, wiem, kim ona dla ciebie jest - przerwał mu Kuro, zbłądzając wzrokiem na ścianę. Odchylił się nieco w fotelu. Koshirou milczał, przypatrując mu się niepewnie; nie spodziewał się, że ten będzie pamiętał o takich szczegółach. - Więc ta... Erika... zadaje się z ludźmi, którzy chcą mnie zabić... Dobrze, pozostawię tę sprawę tobie. Zajmij się wszystkim.
Zamrugał, bo nie spodziewał się takiego obrotu spraw. Owszem, przyszedł tutaj, by uzyskać pozwolenie na rozmowę z Eriką, ale... ale nie oczekiwał, że Kuro powierzy mu zajęcie się zabójcami. Nagły ciężar odpowiedzialności trochę go oszołomił.
- Tak... Jak powinienem to...
- Zajmij się wszystkim - powtórzył Kuro, skupiając się z powrotem na papierach.
Koshirou zrozumiał, że to oznacza koniec rozmowy. Zawrócił w stronę drzwi, ale zanim zdążył wyjść, powstrzymał go głos Hajimego:
- No, tylko spisz się, młody... bo bardzo nie mam ochoty na robotę.
Obejrzał się na niego. Hajime wciąż leżał z dłońmi pod głową, ale przyglądał mu się z nieco kpiącym uśmiechem i z widocznym w oczach rozbawieniem.
- Postaram się.
Wyszedł z gabinetu i zamknął cicho za sobą drzwi. A żeby to Erikę...! Przysparzała mu samych utrapień. Ile jeszcze razy będzie wyciągał ją z kłopotów? Gdyby tylko raczyła docenić jego wysiłki!
- No i co ci powiedział?
Spojrzał w bok. Oparty o ścianę korytarza stał Shounosuke, ręce krzyżując na piersi, i przyglądał mu się ze swym zwyczajowym, nieprzyjemnym uśmieszkiem wyższości. Koshirou za nim nie przepadał, jak zresztą większość osób, która miała z nim do czynienia.
- Że mam się tym zająć - odparł mu niechętnie. Shounosuke uniósł brwi w wyrazie uprzejmego zainteresowania.
- O, doprawdy? I jak to zrobisz? A raczej zrobimy, bo przecież sam nie dasz rady.
Koshirou zignorował złośliwość. Wyminął go, rzucając na odchodnym przez ramię:
- Przemówię Erice do rozumu. A całą resztę zabijemy.
Na twarzy Shounosuke pojawił się szeroki, pełen zadowolenia z siebie uśmiech drapieżnika.
- No, to mi się podoba!

5 komentarzy:

  1. Dziwi mnie, że jestem pierwsza. Eh... Do lipca? Przetrwam. Ostatnio nie straciłam nadziei to teraz też nie stracę i będę wytrwale czekać!
    Rozdział naprawdę ciekawy, a zwłaszcza podobała mi się kłótnia Hidana z Eriką. Uwielbiam tę dwójkę c:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spoko. Zresztą chyba już przywykłam, że ten fanfik nigdy nie był szczególnie popularny :P (znaczy, pewnie mógłby być, gdybym czytała opowiadania innych, ale... entuzjazm do Naruto wygasł we mnie niemal zupełnie, to opko jednak lubię na tyle, że chcę je dokończyć) Rozdział właściwie może być wcześniej, bo znając siebie i tak nie będę zajmować się tym, czym powinnam xD

      Usuń
  2. Tak jak Aysela, najbardziej polubiłam kłótnię Hidana i Eriki :3
    (wybacz, że tak późno komentuję, ale znalazłam cię na komórce ^^")
    Wpadłam na Twojego bloga zupełnie przypadkowo, przeglądając sieć i jak wpadłam, tak zostałam - kompletnie zakochana w historii, jak i sposobie jej opisywania. Kobieto! Jesteś niesamowita!
    Czytałam wiele książek i rzadko trafiałam na tak wciągające, jak Twoje opowiadanie. Naprawdę należy ci się szacuneczek :3
    Nie mogę się doczekać następnego rozdziału i mam nadzieję, że dam radę dorwać się do internetu, gdzieś tam w Chorwacji, żeby go przeczytać ^^
    Dopisuję się do listy Twoich fanów.

    ~Karolina

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakiś koksu? Który wyrywa serca? Hmm... ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Odświeżyłam sobie kilka informacji "kartkując" poprzednie rozdziały i ku swojemu zdziwieniu odkryłam, że nadal dużo pamiętam z fabuły i często przeżywam deja vu. To świetnie, bo to znaczy, że historia jest wypucowana na błysk. Ja to więcej mogę powiedzieć o treści tego bloga od HP, którego kiedyś tam przeczytałam. Łał. To bardzo dużo, wiesz?
    I dopiero jak wróciłam do Tw opka po jakimś czasie, to odkryłam, że ten styl, w którym piszesz wydaje mi się teraz o wiele lepszy. Spokojnie, to pewnie sprawka mojego mózgu xd, do pewnych rzeczy chyba trzeba dorosnąć, c'nie? Tak.
    Szczególnie urzekł mnie opis na samym początku. Ostatnie zdanie zmusiło mnie do sformułowania kilku głębszych myśli, bo porównanie trafne jak snajperski strzał.
    Dialogi w Twoim wydaniu wypadają tak naturalnie, że aż mnie skręca w kiszkach z zazdrości, tak, to uzasadniona zazdrość! Dialogi są przecudne, dużo z nich wynika i są zabawne!

    Gdyby jakiś oceniający zobaczył Tw cuda, jakie tu wyrabiasz, to zdechłby z zachwytu, słowo daję. Max za treść byłby.

    Hm. Wiesz co? Tego bloga można czytać w charakterze nauki pisania i chyba będę tak do tego podchodzić.
    A, gratki za malignę, skrzywionych wariatów, oratorskie wymiociny i zblazowanego.
    To były piękne momenty. <3

    (◕‿◕✿) biere się za czytanie kolejnych. Dzisiejsza noc będzie moim małym maratonem.

    Pozdro ◕‿↼

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (Jakie buźki urocze, też takie chcę :<)

      Hmm, co do poczucia deja vu mam teorię, czemu tak się dzieje, ale to obciąża mój warsztat, więc zmilczę xD Cieszę się, że zaczęłam pisać tego fanfika od nowa, bo jednak początki na starym blogu były strasznie chaotyczne i potem dużo by mi utrudniały. Poza tym lubię, jak coś jest porządnie zrobione :P Takie tam moje zboczenie perfekcjonisty.

      Co do oceniających, tak sobie myślę, że kiedyś nie było mi ciężko dostać dobrych ocen, bo w większości poziom był różny - pisaniem zajmowało się sporo młodych osób (w tym ja :P), więc to zrozumiałe, że rzadko zdarzał się ktoś z wypracowanym stylem. (Nie twierdzę, że ja miałam, broń Boże; ale było mi ciężko podczas rewritingu czytać te stare rozdziały, takie dziwne wrażenie po x latach się ma :D)

      Radość z rozdziałów cieszy mnie bardzo <3

      Usuń